- Wpisów: 73
- Średnio co: 19 dni
- Ostatni wpis: 1 rok temu, 18:05
- Licznik odwiedzin: 4 101 / 1472 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
-
W Granatowych Kąkola:
Przebywanie z innym kształtuje nas, nasze postrzeganie świata. Przynależność do grupy zawsze była ważna...
-
Froggy89: faktycznie,coś w tym jest... w końcu szczera rozmowa z przyjacielem może więcej niż niejedna impreza dla poprawienia humoru czy sesja u psychiatry... [ p.s. dziękuję za szereg komentarzy, cieszę się że moje cytaty Ci się podobają, pozdrawiam ;] ]
-
FoFa: jak tak przeanalizuję swoje otoczenie to chyba muszę się zgodzić z tym stwierdzeniem powyżej :) Co do Vitasa, to to był pierwszy utwór jaki mi ktoś podrzucił do wysłuchania www.youtube.com/watch?v=ygJYxMP_ICY&feature=related i wtedy prawie padłam na ziemię z wrażenia. Jak masz ochote to posłuchaj :) dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam :)
Dawno,dawno temu w Armenii żył król, który miał krzew różany. Pielęgnował go i troszczył się o niego jak o najdroższe ze swoich dzieci.
Mówiono,że gdyby na cienkich gałązkach krzewu zakwitła róża, dałaby nieśmiertelność władcy ogrodu...Wraz z nadejściem wiosny król przychodził tam każdego ranka.Przyglądał się uważnie różanemu krzewowi, rozpaczliwie szukając pączka, który uczyniłby go nieśmiertelnym. A nie znajdując nawet najmniejszego śladu, płonął gniewem na ogrodnika, aż go w końcu przepędził.
Mijały lata. U stóp różanego krzewu przewinęli się najwięksi znawcy. Niestety, bez powodzenia.
Wtedy zjawił się tam bardzo młody człowiek.
-Panie-powiedział do króla-kocham róże ponad wszystko i też chciałbym spróbować.
Król miał zamiar go przepędzić, lecz pewność siebie chłopca i jego zdecydowanie sprawiły, że otworzył przed nim bramy swojego ogrodu.
I począwszy od tego dnia, chłopiec już żył już tylko dla różanego krzewu. Przekopywał z czułością ziemię u jego podnóża, zraszał go delikatnie wodą.Był przy nim dniami i nocami. Chronił go przed wiatrem i pierwszymi przymrozkami,otulał słomą przed chłodem. Poza nim nie widział świata. Jego miłość była tak wielka, że nawet zaczął rozmawiać z krzewem:
- Powiedz mi proszę, gdzie cię boli?
I ledwo wymówił te słowa, ujrzał czarnego,lśniącego robaka, który wypełzł spod korzeni krzewu. Chciał go pochwycić, lecz przelatująca jaskółka złapała go w locie i uniosła ze sobą.
Wkrótce potem na krzewie pojawił się pączek. A rankiem, gdy chłopiec gładził go czule, pąk róży rozwinął się w kwiat.
Przepełniony radością pobiegł oznajmić nowinę królowi.
-Stałem się nieśmiertelny!- zakrzyknął monarcha.
Zasypał ogrodnika podarunkami i powierzył mu na zawsze opiekę nad różą.
Upłynęło dziesięć lat i pewnego zimowego wieczoru król miał wydać swe ostatnie tchnienie.
-W końcu-powiedział do siebie -wszystko to było tylko legendą. Władca ogrodu umiera jak wszyscy...
-Nie- wyszeptał do króla klęczący przy nim ogrodnik. -To nie ty byłeś panem ogrodu, lecz ja, który nad nim czuwałem,ja, który o niego dbam.
Zamknął królowi powieki i wyszedł uśmiechnięty w gwiaździstą noc. Miał czas. Miał odtąd dla siebie wieczny czas.
Mówiono,że gdyby na cienkich gałązkach krzewu zakwitła róża, dałaby nieśmiertelność władcy ogrodu...Wraz z nadejściem wiosny król przychodził tam każdego ranka.Przyglądał się uważnie różanemu krzewowi, rozpaczliwie szukając pączka, który uczyniłby go nieśmiertelnym. A nie znajdując nawet najmniejszego śladu, płonął gniewem na ogrodnika, aż go w końcu przepędził.
Mijały lata. U stóp różanego krzewu przewinęli się najwięksi znawcy. Niestety, bez powodzenia.
Wtedy zjawił się tam bardzo młody człowiek.
-Panie-powiedział do króla-kocham róże ponad wszystko i też chciałbym spróbować.
Król miał zamiar go przepędzić, lecz pewność siebie chłopca i jego zdecydowanie sprawiły, że otworzył przed nim bramy swojego ogrodu.
I począwszy od tego dnia, chłopiec już żył już tylko dla różanego krzewu. Przekopywał z czułością ziemię u jego podnóża, zraszał go delikatnie wodą.Był przy nim dniami i nocami. Chronił go przed wiatrem i pierwszymi przymrozkami,otulał słomą przed chłodem. Poza nim nie widział świata. Jego miłość była tak wielka, że nawet zaczął rozmawiać z krzewem:
- Powiedz mi proszę, gdzie cię boli?
I ledwo wymówił te słowa, ujrzał czarnego,lśniącego robaka, który wypełzł spod korzeni krzewu. Chciał go pochwycić, lecz przelatująca jaskółka złapała go w locie i uniosła ze sobą.
Wkrótce potem na krzewie pojawił się pączek. A rankiem, gdy chłopiec gładził go czule, pąk róży rozwinął się w kwiat.
Przepełniony radością pobiegł oznajmić nowinę królowi.
-Stałem się nieśmiertelny!- zakrzyknął monarcha.
Zasypał ogrodnika podarunkami i powierzył mu na zawsze opiekę nad różą.
Upłynęło dziesięć lat i pewnego zimowego wieczoru król miał wydać swe ostatnie tchnienie.
-W końcu-powiedział do siebie -wszystko to było tylko legendą. Władca ogrodu umiera jak wszyscy...
-Nie- wyszeptał do króla klęczący przy nim ogrodnik. -To nie ty byłeś panem ogrodu, lecz ja, który nad nim czuwałem,ja, który o niego dbam.
Zamknął królowi powieki i wyszedł uśmiechnięty w gwiaździstą noc. Miał czas. Miał odtąd dla siebie wieczny czas.
-
Froggy89: trochę przewrotna ale mimo wszystko ma swój urok i przesłanie ;] dziękuję za cytat o motylu ;]
Przyjaciel kocha zawsze,
a gdy jesteś w potrzebie, staje się jak rodzony brat
a gdy jesteś w potrzebie, staje się jak rodzony brat
-
W Granatowych Kąkola:
Piękne i mogę z czystym sumieniem powiedzieć że to prawda!:)
W W czasach starożytnych straszliwa wojna domowa spustoszyła greckie miasto Teby. Kiedy się zakończyła, król Kreon zakazał grzebania ciała pewnego wojownika o imieniu Polinik, ponieważ walczył on przeciwko swojej ojczyźnie. Ale Antygona, siostra Polinika, zlekceważyła ten zakaz i została zatrzymana w chwili, gdy grzebała brata.
Zaprowadzono ją przed Kreona, który zapytał ją, czy zna prawo zakazujące pogrzebu i czy wie, ze lekceważąc je ryzykowała śmierć.
-Wiedziałam o tym- odpowiedziała mu Antygona. -Ale było to prawo stworzone tylko przez ludzi.A istnieją prawa ważniejsze, te które są ukryte w głębi naszych serc. Wszystkie moje myśli i cała moja miłość kazały mi pochować ciało mojego brata. Wobec takich praw prawo ludzkie nie miało żadnej wagi...tak jak nie ma wagi fakt, że muszę za to ponieść śmierć. Wolę zginąć z tego powodu, niż do końca życia rozpaczać, że zostawiłam ciało mojego brata bez grobu.
Zaprowadzono ją przed Kreona, który zapytał ją, czy zna prawo zakazujące pogrzebu i czy wie, ze lekceważąc je ryzykowała śmierć.
-Wiedziałam o tym- odpowiedziała mu Antygona. -Ale było to prawo stworzone tylko przez ludzi.A istnieją prawa ważniejsze, te które są ukryte w głębi naszych serc. Wszystkie moje myśli i cała moja miłość kazały mi pochować ciało mojego brata. Wobec takich praw prawo ludzkie nie miało żadnej wagi...tak jak nie ma wagi fakt, że muszę za to ponieść śmierć. Wolę zginąć z tego powodu, niż do końca życia rozpaczać, że zostawiłam ciało mojego brata bez grobu.
-
virk: Na podstawie sztuki greckiego tragika Sofoklesa (V w.p.n.e)
Niech miłość i wierność nie opuszczają cię nigdy!
Wypisz je na tablicy swego serca
Wypisz je na tablicy swego serca
Wielki król Salomon przechadzał się, jak powiadają, w pewnym zacisznym i odludnym miejscu, kiedy na jego drodze wyrósł kopczyk mrowiska. Mrówki w te pędy przybyły do niego, by się pokłonić i zapewnić o swym wiernym oddaniu.
Była tam również mrówka, która zupełnie nie zwracała na króla uwagi, zajęta przenoszeniem -ziarnko po ziarnku- ogromnej góry piasku. Wielce zdziwiony Salomon kazał ją do siebie wezwać i tak do niej przemówił:
-O, mała mróweczko, nigdy nie zdołasz przenieść tej góry piasku! Cel, jaki sobie postawiłaś, jest ponad twoje siły.
Mrówka złożyła królowi głęboki ukłon, ale zaraz potem odparła:
-Najjaśniejszy panie, niech cię nie zmyli moja mikra postura, bo liczą się tylko mój zapał i miłość. Jest taka mrówka, która mnie zniewoliła swym pięknem, a potem odeszła stąd, mówiąc: "Jeśli ty zniszczysz tę pryzmę piasku, ja odsunę przeszkody, które nas dzielą".
Dlatego przyłożę się do tej pracy aż do utraty sił, do ostatniego tchnienia. A jeśli muszę przy tym stracić życie, umrę przynajmniej z nadzieją, że ją ujrzę. O, królu,naucz się od mizernej mrówki, czym jest siła miłości, naucz się od ślepca tajemnicy widzenia...
Była tam również mrówka, która zupełnie nie zwracała na króla uwagi, zajęta przenoszeniem -ziarnko po ziarnku- ogromnej góry piasku. Wielce zdziwiony Salomon kazał ją do siebie wezwać i tak do niej przemówił:
-O, mała mróweczko, nigdy nie zdołasz przenieść tej góry piasku! Cel, jaki sobie postawiłaś, jest ponad twoje siły.
Mrówka złożyła królowi głęboki ukłon, ale zaraz potem odparła:
-Najjaśniejszy panie, niech cię nie zmyli moja mikra postura, bo liczą się tylko mój zapał i miłość. Jest taka mrówka, która mnie zniewoliła swym pięknem, a potem odeszła stąd, mówiąc: "Jeśli ty zniszczysz tę pryzmę piasku, ja odsunę przeszkody, które nas dzielą".
Dlatego przyłożę się do tej pracy aż do utraty sił, do ostatniego tchnienia. A jeśli muszę przy tym stracić życie, umrę przynajmniej z nadzieją, że ją ujrzę. O, królu,naucz się od mizernej mrówki, czym jest siła miłości, naucz się od ślepca tajemnicy widzenia...
-
Froggy89: to coś dla mnie.. usunąć przeszkody... jak widać to nie takie proste, ale na pewno warto ;]
Wargi człowieka sprawiedliwego tryskają życzliwością,a usta złośliwego-przewrotnością.
-
W Granatowych Kąkola:
Pięknie napisane:*
Pewien nędzarz zastukał do drzwi jednego z domów,żebrząc o kawałek chleba. Gospodarz przyjął go jednak bardzo napastliwie:
- Czy ty sobie wyobrażasz, że będę szukał dla ciebie chleba? Czy ty myślisz, że mój dom to piekarnia?
- Ofiaruj mi więc-poprosił żebrak-chociaż trochę tłuszczu.
-O ile mi wiadomo-odpowiedział gospodarz-nad moim domem nie wisi szyld, że to sklep rzeźniczy.
-Daj mi przynajmniej garstkę mąki!
-A gdzież tu widzisz skrzydła młyna?
-No to chociaż szklankę wody!
-A rzeka też tu nie płynie!
Na te słowa żebrak spuścił spodnie i załatwił swoje potrzeby na progu domu.
-Co ty wyczyniasz?-wrzasnął zgorszony gospodarz.
-Jeśli nie ma tu nic dojedzenia ani picia, to jak mogliby tu mieszkać ludzie? Wnioskuję zatem, że to rudera, która może posłużyć za dół kloaczny -odpowiedział żebrak.
- Czy ty sobie wyobrażasz, że będę szukał dla ciebie chleba? Czy ty myślisz, że mój dom to piekarnia?
- Ofiaruj mi więc-poprosił żebrak-chociaż trochę tłuszczu.
-O ile mi wiadomo-odpowiedział gospodarz-nad moim domem nie wisi szyld, że to sklep rzeźniczy.
-Daj mi przynajmniej garstkę mąki!
-A gdzież tu widzisz skrzydła młyna?
-No to chociaż szklankę wody!
-A rzeka też tu nie płynie!
Na te słowa żebrak spuścił spodnie i załatwił swoje potrzeby na progu domu.
-Co ty wyczyniasz?-wrzasnął zgorszony gospodarz.
-Jeśli nie ma tu nic dojedzenia ani picia, to jak mogliby tu mieszkać ludzie? Wnioskuję zatem, że to rudera, która może posłużyć za dół kloaczny -odpowiedział żebrak.
-
Froggy89: hehe no niezła riposta xD;]
Przyszedł taki dzień, gdy zające stwierdziły, że są już bardzo, bardzo znużone życiem w nieustannym strachu, zawsze w pogotowiu. Zwołały wielkie zgromadzenie i naradzały się, co by tu zrobić. " Co to za życie!-mówiły do siebie.-Nie ma świecie równie strachliwego zwierzęcia jak my. Powiew wiatru, czy opadanie liścia wywołują od razu bicie serc i ucieczkę. Naszemu życiu nieustannie towarzyszy niepokój. Jesteśmy naprawdę najbardziej nieszczęśliwymi stworzeniami na ziemi. Lepiej już raczej umrzeć, niż dalej tak żyć!"
I uroczyście podjęły taką oto decyzję: następnego dnia wszystkie zające rzucą się w nurt rzeki.
Kiedy wstał nowy dzień, zeszły gęsiego w stronę równiny, tworząc długi, wijący się szereg. Tupot łap grupy, która zbliżała się do rzeki, wystraszył gromadę żab wygrzewających się na brzegu. Pospiesznie wskakiwały do wody, żeby się ukryć w jej głębinach. Rozległ się odgłos setek pojedynchttp://virk.pinger.pl/#zych plusków.
Wtedy zające spostrzegły, że są na świecie zwierzęta jeszcze bardziej od nich strachliwe. I nagle życie wydało się im godne tego, żeby je przeżyć.Zamiast więc rzucać się do wody, powróciły na swoje wzgórza, żeby nadal skubać trawę.
I uroczyście podjęły taką oto decyzję: następnego dnia wszystkie zające rzucą się w nurt rzeki.
Kiedy wstał nowy dzień, zeszły gęsiego w stronę równiny, tworząc długi, wijący się szereg. Tupot łap grupy, która zbliżała się do rzeki, wystraszył gromadę żab wygrzewających się na brzegu. Pospiesznie wskakiwały do wody, żeby się ukryć w jej głębinach. Rozległ się odgłos setek pojedynchttp://virk.pinger.pl/#zych plusków.
Wtedy zające spostrzegły, że są na świecie zwierzęta jeszcze bardziej od nich strachliwe. I nagle życie wydało się im godne tego, żeby je przeżyć.Zamiast więc rzucać się do wody, powróciły na swoje wzgórza, żeby nadal skubać trawę.
-
Froggy89: no tak...nie patrzeć tylko na siebie i swoje ograniczenia ale też rozejrzeć się i znaleźć innych,którzy mają podobnie; w końcu dana cecha jest na coś potrzebna ;]

-
carterdish:
Pokaż wszystkie (1) ›